5 maja 2013
Narobiłam się. Nie ma co ukrywać. Kilka nocek trzeba zarwać.
Umęczona byłam okrutnie dzień przed. I sama tego wszystkiego w końcu nie zrobiłam.
Różdżki mnie pokonały wiec pomogła jedna Marta z drugą i moja mama na dokładkę.
Stół byłby bez spódnicy gdyby nie ukochana sąsiadka, towarzyszka co ma dokładnie takie samo spojrzenie i zapał do dekorowania co ja.
Galaretki byłyby z bąblami gdyby nie pomoc i miejsce w lodówce Kasi.
Także chwilami praca zespołowa za którą jestem kobiety ogromnie wdzięczna.

Warto jednak to wszystko.
Sens tego co robię znajduję w oczach mojego dziecka.
Gdy rano wstaje, schodzi na dół i nie jest w stanie przez czas jakiś powiedzieć słowa.
Jest w takim zachwycie ze jedyne co dodaje gdy ochłonie to to, że nie wierzy.
Że jej się to śniło... :)


Najpiękniejszy tort z Owacji!

Kwiaty i Miut zachwyciły mnie kompozycjami kwiatowymi:)

cake popsy mojej Martusi :)

I makaroniki od Ani z Teatru gotowania. W przepieknych kolorach i przepyszne były!

zdjęcia z party robią się właśnie:)