4 kwietnia 2014
Miałam w końcu wrzucić same foty projektowe. Ale, że wczoraj znowu mnie zatrzęsło ze złości muszę wylać swoje żale tutaj;)

Smoczki sa be. Tak ogólnie mogę podsumować treść artykuły który zaatakował mnie wczoraj na facebooku;)
Obiecuje sobie nie czytać rzeczy, które z zasady na pewno podniosą mi ciśnienie.
Średnio mi to wychodzi szczególnie dlatego, że o godzinie 21. gdy już położymy dzieci spać i dom jest ogarnięty na tyle by można było poleżeć i nie nabawić się nerwicy padam na kanapę.
Do komputera się nie ruszę więc telefon w rękę i wpadam na takie mądre materiały jak ten dotyczący smoczków właśnie.
Tematów naturalnego bezstresowego rodzicielstwa jest ogrom ale uczepię się tego smoczka.

Dowiedziałam się, że jest to substytut troski macierzyńskiej.
Czytając głosy mam, które traktują owe ustrojstwo jako totalne zło zastanawiam się gdzie ktoś ma głowę by generalizować i oceniać, że podawanie go to wygoda dla leniwej matki, która nie chce serwować dziecku piersi za każdym kwiknięciem. Bo ta co nie chce zrobić z siebie smoczka też jest be.
Matko boska!

Spojrzałam na ten mój dom wczoraj z perspektywy kanapy i pierwsze co nasunęło mi się to, jak do jasnej anielki (kto czyta Basię wie co co z Anielką chodzi;) te panie sprzątają?
Jak one przygotowują pełnowartościowe posiłki, bo przecież bułki z szynką by pokarm był właściwy nie zjedzą? Jakim cudem ubieraja sie rano? I jak zajmują się starszymi dziećmi?
Bo skoro czytam, że podczas karmienia wydziela się oksytocyna i to relaksuje i najlepiej się zdrzemnąć to ja się pytam czy one mają meżów, którzy naprawdę nie beda miec problemów z tym, że stracili żony totalnie na rzecz małego ssaka?

Dzieci są tak różne i dawanie złotych rad i opowiadanie o tym jak to można idealnie się z dzieckiem ułożyć jest bardzo niesprawiedliwe.
Widziałam tę różnicę już na sesjach noworodkowych, widziałam u niemowląt.
Widzę po moich dzieciach, bo Leoncjusz jest zdecydowanie bardziej wymagający niż Fasinka.

Mam to szczęście że pracuje z rodzinami.
Rozmawiam z kobietami, mamami i nie poznałam żadnej, której życie z dziećmi byłoby idealne.
Żadna takiej sielanki nie miała i z tego co mi wiadomo nie ma. Bo nawet jeśli drugie dziecko okazało się aniołem to starsze akurat ma bunt dwulatka/trzylatka/5latka...
więc gdzie są te święte które wszystko robią " jak należy" ? ;)

Gdybym porównania z innymi nie miała to chyba wpadłabym w kompleksy pomieszane z depresją poporodową.
Bo bywają noce kiedy muszę odłożyć wydzierającego gościa i MUSZĘ wyjść z pokoju by nie wyjść z siebie i żeby mnie emocje nie rozniosły.
Mąż musi podać butlę raz czy dwa w tej nocy bo karmiąc 4 miesiące co 1,5 /2 godziny doszło do tego że źle rano widziałam i wchodziłam w ściany.
Bo gdyby jaśnie pan zasypiał zawsze od razu to nie byłoby źle ale że robi sobie czasem przerwy od spania i tego już ja przeżyć nie mogę;)

Kobiety z którymi rozmawiam na zdjęciach dziękują mi za szczerość, za to że o tym mowie bo to znaczy że z nimi samymi nie jest źle. Że dobrze wiedzieć że inna też tak ma.
Bo mamy prawo być wkurzonym na życie gdy dziecko drze się przez pół spaceru tak dla zasady.
Bo mamy prawo mieć poczucie że rzeczywistość jest piękna, ale jednak wymagająca i że może doprowadzić do tego, że tym szczęściem jest się na chwilę zmęczonym.

Widzicie zdjęcia w różnych miejscach, serwisach. Bijący z nich spokój i szczęście.
Widzicie je u mnie.
Mysle jednak ze powinny być dodawane z dopiskiem.
Że tak słodko jest, ale zawsze jest druga strona rodzicielstwa i tego funkcjonowania w domu.
Bo problemy ma każdy, mniejsze lub większe.

Co zrobić by w tym wszystkim mieć jednak poczucie tego niewiarygodnego szczęścia o jakim pisałam w poprzedni wpisie?

Uczepiać się tych pięknych chwil, gdy jest trudno przypominać sobie o tym co najważniejsze i skupiać na tym co pozytywne.
Nie porównywać się też z 'matkami idealnymi', które mam okazję podziwiać w dyskusjach czy na facebooku czy na forum gdy gdzieś przypadkiem trafię.

Jestem zakochana do granic możliwości w moich dzieciach, oddałabym za nie życie i jestem dobrą matką.
Ale bywam naprawdę wkurzona i zła na nie;)

Tego poczucia i prawa do tego by być czasem wściekłym i niezadowolonym życzę Wam:)

Musze uprzedzić ze nie mam na celu wywołania niezdrowej dyskusji.
Ja nie atakuję rodziców którzy oceniają badź co bądź też mnie. Bo musicie wiedzieć ze smoczków mamy naprawdę w domu sporo;)
To głos do tych matek, które czasami tak samo jak zastanawiają się czy aby wszystko w ich postępowanu z dziećmi jest ok;)