8 września 2014
Przez ostatnie 4 miesiące było idealnie.

Relacja moich dzieci jest wyjątkowa. Na co dzień obserwuje już nie tyle ogrom miłości w stosunku do brata u Dziewczynki a to jak On też szaleje za nią.
To jak przygaszony jest, gdy Ona wychodzi do przedszkola.
To jak spokojnie bawi się cały dzień by zacząć szaleć zaraz po jej powrocie.
Widać, że za nią tęskni. Ona także.
Bo okazuje mu mnóstwo uczuć, mimo że mały potrafi być denerwujący gdy zabiera jej co popadnie.
I niezależnie od tego w jakim miejscu w salonie się znajduje. Gdy ona przysiądzie na dywanie zaraz jest przy niej.

Ale jest też druga strona tego szczęścia. Sytuacje, które mnie ostatnio przerosły bo mimo ze kocham bardzo Syna to relacje z Fasinką budowałam lata i gdy coś nie gra to nie potrafię normalnie funkcjonować.
Mam świadomość ze powinnam mieć dystans, że to tylko dziecko a jednak nie potrafię tak bardzo z nią związana jestem.

Wydawało mi się, że zazdrość u rodzeństwa to przede wszystkim jakaś forma agresji wobec tego młodszego.
U nas nie ma o tym mowy.
Ale za to bywają chwile gdy Dziewczynka nie chce mnie przytulić.
Pojawiła się krytyka nas, rodziców.
Rozmowy, które ciężko przytoczyć ale odbiegają dalece od tego jakie życzyłabym sobie aby były.
Buzia obrażona, jakoś mniej uśmiechów i żartów a więcej wymagań.
Położy się czasem i nic nie mówi. Taki smutek który powoduje, że oddychać mi ciężko.
Był tez taki wieczór, że nie kłóciła się ze mną która mocniej kocha.
Dla mnie to dramat.

Całe moje szczęście, że mam wspaniałą Mamę, która zawsze trafnie diagnozuje sprawę.

Rozpatrywałam to zachowanie w kategoriach buntu 5latka, jakiegoś stresu związanego z powrotem do przedszkola.
I inne dziwne pomysły miałam, nie do końca mądre wiec daruję sobie pisanie o nich;)

A to taka forma zazdrości.
Trudna bo z jednej strony kocha brata bardzo.
Widzę to codziennie, widać to na zdjęciach.
A z drugiej musi tęsknić za czasem gdy byliśmy w trójkę. Do tego, że uwaga poświęcona jest wyłącznie jej.

Zastanawiam się dlaczego po prawie 9 miesiącach razem problem się pojawił.
I myślę, że brak przedszkola nie pomógł.
Sami wiecie ile niemowlę potrzebuje uwagi. Jeszcze takie, które praktycznie nie śpi w dzień.
Gdy wracała z przedszkola, chwilę potem tez wracał tata. Może nie było tak wielkiej dysproporcji w tym ile tego czasu każdemu dziecku poświecałam.
A może nie trzeba było spędzać czasu wiecznie razem w te wakacje, tylko zabierać ją częściej na samotne wypady.

Będę się teraz doszukiwać. Będę się starać jeszcze bardziej.
I jak mówi moja Mama, będę musiała przeczekać bo innej rady na to nie ma.
Mogłabym też nabrać większego dystansu. Ale nie umiem;)

Ona pogodzi się z tym ze to życie naszej rodziny nieodwracalnie się zmieniło. Będą dni lepsze i trudniejsze.
I ja muszę pogodzić się z tym ze dziecko moje rośnie, zmienia się i poczucie odrzucenia będzie mi towarzyszyć co jakiś czas.

I muszę tak jak zawsze patrzeć na całokształt tego co mam.
Na to, że ogólnie rzecz biorąc jest szczęśliwie, a te trudności to tylko tymczasowe i w zasadzie nie powinny ujmować tego poczucia, że w gruncie rzeczy jest OK;)